sobota, 15 lipca 2017

Rozdział 4 Zagadka, telefon, bukiet róż, pierwsza miłość


                Na drugi dzień zadzwoniłam do biura prosząc o dwa dni wolnego. Inar bez słowa sprzeciwu wypisał mi je. Przez ten czas miałam nad czym myśleć. Zastanawiałam się jak teraz mają zamiar wyglądać nasze relacje. Do godziny 12 miałam wszystko wysprzątane i ugotowane. Nudziłam się i to nie miłosiernie już miałam zamiar gdzieś wyjść, kiedy usłyszałam dzwonek powiadomienia. Na wyświetlaczu widniała ikonka koperty. Otworzyłam wiadomość od Tashy. 
Dzisiaj próba jest o 13:00 masz na niej być. Inaczej pożałujesz, żadnych wykrętów. A i obaj bracia Mink będą. Riki  mówił, że pan uciekinier też ma być. 
            Z niezbyt wesołą miną zabrałam torbę z przedpokoju. Na lodówce przyczepiłam wiadomość dla Klary.  Ruszyłam na pociąg. Przyjechał dość punktualnie, zajęłam swoje stałe miejsce. Dziś było niezbyt tłoczno. Jak zwykle obserwowałam wsiadających i wysiadających ludzi. Na jednej ze stacji wsiadły bliźniaczki Nya i Lucy. Pomachałam im usiadły obok, naprzeciwko mnie
- Hej kochana też jedziesz do zakątka wiedźmy? - krótkowłosa zaśmiała się. Zwykła tak mówić o naszej kochanej wampirce. 
- Niestety ale tak. Kazała mi się stawić na próbie. – uśmiechnęłam się. – A wy to co? Jedziecie posłuchać naszego wycia?
- Nie – machnęła ręką. –wy i wycie proszę Cię śpiewacie najpiękniej jak do tej pory. – podparła głowę  na dłoniach opartych o kolana. W takim wydaniu wyglądała na słodką dziewczynę, co często było mylące. – A ty co o tym sądzisz? – odwróciła się w  stronę siostry wpatrzonej w obraz za oknem. – Ej no nie myśl tak o nim bo w końcu pomyślę, że serio zawrócił Ci w głowie. – szturchnęła ją. 
- A o kogo chodzi? – nachyliłam się zaciekawiona całą zaistniałą sytuacją. Ona także tak zrobiła. 
- No wiesz nasza kochana Lucy ostatnio została podwieziona przez niezłego przystojniaka. Wprost pod samiusieńkie drzwi. – wyprostowała się krzyżując ręce na piersi. Osoba, o której mowa nie ruszyła się nawet na sekund. 
- No, no to chyba coś poważnego? – uśmiechnęła się zadziornie. – A powiedział Ci chociaż jak ma na imię?
- Nie. Ale coś czuję, że niedługo spotkam go ponownie. – odpowiedziała rozmarzona. 
                Za nim zdążyłam dodać coś jeszcze pociąg zatrzymał się na naszej stacji. Trzeba było na wysiadać. Zrobiłyśmy to dość sprawnie. Przebycie ostatniego odcinka zajęło nam mniej niż piętnaście minut. Wchodząc do środka śmiałyśmy się z żartu opowiedzianego przez Nye. Weszłyśmy na salę od razu ściągając na wzrok większości zgromadzonych. W tym także pani „dyrygent”.
- Znowu spóźniona. – tupała energicznie. 
- Na może lekko ale no proszę Cię to nic złego. – rozłożyłam bezradnie ręce. Szukałam  pomocy u dziewczyn z pomocą przyszła Lucy. 
- To nasza wina, zagadałyśmy się i jakoś tak nam się dobrze rozmawiało i nie śpieszyło się zbytnio. – uśmiechnęła się starając udobruchać wampirkę. 
- Dobrze już dobrze wierzę ale teraz Takeshi marsz na scenę!! – wskazała groźnie w wymówioną stronę. Pobiegłam do reszty. 
                Wskoczyłam na podwyższenie, chwytając dłoń brata. Podciągnął mnie szybko i sprawnie na górę. 
- Dzięki. – puściłam oczko. Ustawiłam się naprzeciwko mikrofonu. Już po chwili z głośników popłynęła melodia. Zatraciłam się w niej, by po chwili zacząć  śpiewać.

**Ima mo kimi ga wakaranai

Omoi wa todokanai

Dakedo kono kimochi wa tomaranai

 Omoide wa kienai

Kimi wo wasureyou to shita kedo

Koe wo kiku tabi

 Mata Fall in love with you

Yeah I fall in love with you Oh



Ima mo deatta hi no koto wo oboete iru yo

Kimi no yasashii ano egao mo

Futari de ireba subete ga kagayai te

 Kizukeba itsumo soba ni ita ne



Shinjiteta unmei no hito da to

Kimi wa watashi no Somebody special

 Somebody special Yeah

Na no ni toki ga tatta ima

 Now you're gone hanareteku kokoro



Ima mo kimi ga wakaranai

Omoi wa todoka nai

Dakedo kono kimochi wa tomaranai

Omoide wa kienai

Kimi wo wasureyou to shita kedo

Koe wo kiku tabi

Mata Fall in love with you Yeah

I fall in love with you Oh



Donna kotoba narabete mo ano koro ni wa

Modorenai koto wakatteru kedo

Futoshita kimi no kawaranai egao ni

Ima mo doko ka de kitai shiteru


Sunao ni narezu ni ita kedo

Hontou wa itsumo I need you right now

I need you right now Yeah

 Wakaregiwa ni iikaketa

Kotoba mada maniau kana?


Itsumo sugu soba ni itai

Ano hi ni modoritai

Dakedo kono negai wa kanawanai

"Yasashisa wa iranai"

Nante tsuyogatte mita keredo

 Kizukeba itsumo

Mata Calling out for you



Ookina tenohira mo

 Kimi ga kureta ano kotoba mo

 Hitotsu hitotsu wo wasurerarezu ni

Mata hitori kiri kimi wo yobu yo




Ima mo kimi ga wakaranai

Omoi wa todokanai

Dakedo kono kimochi wa tomaranai

 Omoide wa kienai

 Kimi wo wasureyou to shita kedo

 Koe wo kiku tabi

 Mata Fall in love with you

Itsumo sugu soba ni itai

Ano hi ni modoritai

Dakedo kono negai wa kanawanai

"Yasashisa wa iranai"

Nante tsuyogatte mita keredo

Kizukeba itsumo

Mata Calling out for you Yeah

 I'm calling out for you Oh



I'm calling out for you Yeah

And I'm calling out for you Oh...



            Za każdym razem odpływałam myślami w ten cudowny świat. Uśmiechałam się jak głupia. Inori i Kaede doskoczyły do mnie ściskając. 
- Jejku to  o tym nam ni chciałaś powiedzieć??? 
- A no tak to moja tajna misja. – mrugnęłam – No wiecie nie chciałam ujawnić nad czym tak długo pracowałam. 
                Naszą miłą i jakże krótką pogawędkę zakończył głośny wybuch złości. Tasha stała przed Blackiem wrzeszcząc w niebogłosy i wyzywając od kretynów oraz zboków. Zeskoczyłam ze sceny, w mgnieniu oka znajdując się przy nich. Z boku stała Nya z Lucy. Ta druga chowała się zażenowana z tyłu siostry z twarzy wyglądającej na bardzo wojowniczo nastawioną. 
- Ej, ej ludzie co tu się dzieje?? -  wskoczyłam między wojowniczkę, a przyjaciela. – No wytłumaczy mi to ktoś?
- Oczywiście z miłą chęcią. Otóż ten o to – wskazała na  Rockiego pięścią. – degenerat i zboczeniec próbował dobrać się do Lucy. 
- Wcale tak nie było my tylko rozmawialiśmy!!! – chłopak oburzył się . 
- Tylko nie co takim jak ty nie można ufać! – rzuciła się na niego, cudem zdążyłam ją powstrzymać. 
- Tasha spokojnie! Dziewczyny pomóżcie! –wampirka wyrywała się kopiąc i machając rękoma. Inri razem z Emiko zabrały ją. Bliźniaczki poszły za nimi. Spojrzenia Lucy i ciemnowłosego chłopaka spotkały się na krótką chwilę. Dziewczyna szybko dołączyła do reszty. Zostaliśmy na „sami”.
- No dobra teraz mów mi o co wam poszło? 
- O nic. – usiadł na schodach, kryjąc twarz w dłoniach. 
- Nie kłam znam Cię zbyt dobrze. – zajęłam miejsce obok. Westchnął powoi się prostując. 
- Pewnie Ci mówiła o ostatnim spotkaniu z nieznajomy – kiwnęłam głową na potwierdzenia, nadal uważnie słuchając. – no to tym gościem byłem ja. -  zbyt szybko wciągnęłam powietrze, krztusząc się przy tym. Gdy zapanowałam nad sytuacją, starałam się w jakiś sposób wydusić z siebie cokolwiek. 
- Ty…podwiozłeś….Lu...Ty podwiozłeś LUCY!!!!!! – byłam totalnie zszokowana.
- A no ja i co z tego, widziałaś jej reakcję. – posmutniał 
- Oj nie martw się – poklepałam go przyjacielsko po plecach. – przecież jak to mówią „tego kwiatu jest pół  światu”.
- Ta. – zmarudniał jeszcze bardziej. A mnie olśniło. 
- Coś mi się wydaje, że ktoś tu się zakochał. – zareagował natychmiastowo oblewając się rumieńcami. A ja zadowolona ze swojej spostrzegawczości, wstałam, stając naprzeciwko niego. Wyciągnęłam dłoń chwyciła, a ja go poderwałam do góry. – Obiecuje, że bez względu jakby to miało być trudne dołożę wszelkich starań abyś mówił się z Lucy na randkę.
 - Dzięki ale po dzisiejszym na pewno nie będzie chciała ze mną gadać. – położyłam palec na jego ustach. Zszokowałam go tym ale co z tego.
- Nie zapeszaj zobaczysz ja was jeszcze umówię. Trochę wiary w najbardziej zabójczą łowczynię akademii. – oparłam ręce na bokach. Uśmiechając się, ruszyliśmy do kuchni po coś na ząb. 
                Tasha odpuściła dalsze próby. W trakcie posiłku widziałam jak Rocki co rusz zerka na dziewczynę. Ja także byłam obiektem obserwacji, jednak nie tak często jak różowo włosa. Inar co rusz starał się zwrócić uwagę Jasona na cos innego nie związanego ze mną. Dziękowałam sobie w duchy za to, że wzięłam te dwa dni wolego. Chociaż wiedziałam, że po powrocie będę musiała jakoś to załatwić.
                Po powrocie do domu czekała na mnie bardzo miła niespodzianka. 
- Klara już jestem! – zdjęła buty i odstawiłam torbę na szafkę. 
                Dziewczyna wbiegła do przedpokoju w zjawiskowo szybkim tempie. Rzucając mi się na szyję, przy okazji prawie wywracając. 
- Jejku! Co się stało?! – odczepiłam ją od siebie. Ona tylko złapała mnie  za rękę i pociągnęła w stronę mojego pokoju. 
                Wchodząc do środka nie zauważyłam nic nadzwyczajnego. Dopiero po chwili moja uwagę przykuł wazon, a w nim bukiet czerwonych róż. Stałam zszokowana w progu pokoju. Klara wyciągnęła z kwiatów małą kopertę, wręczyła mi ją. Niepewnie otworzyłam i wyciągnęłam liścik. Był zapisany na beżowej kartce zgiętej w pół z ebmlemantami róż  i płatów śniegu. 

Mam nadzieję, że kwiaty się podobają jest ich równo 11.
Za pewne  wiesz co oznacza ta liczba w połączeniu z kolorem. 
Uwierz trudno było zdobyć twój adres jednak się udało. Liczę na jakiś gest potwierdzający twoje uczucia w stosunku do mnie.

                                                                                          Pocałunek wędruje od twojego tajemniczego wielbiciela do Ciebie piękna.

PS: Tu jest kontakt do mnie 6780089, liczę na jakąś widomość. Nie dzwoń jestem dość zapracowanym człowiekiem jedna nie na tyle, żeby nie odpisać tak pięknej kobiecie.

            Byłam co najmniej zdziwiona. Ja mam tajemniczego wielbiciela? No fakt, faktem 11 czerwonych róż oznacza Kocham Cię. Jednak nie tłumaczy to tego od kogo dostałam ten bukiet. 
- Kto je przyniósł?
- Kurier, pokwitowałam i odebrałam. Wstawiłam do wody, żeby nie zwiędły. – uśmiechnęła się. – To ja pójdę odgrzać Ci kolacje.
- Nie trzeba już jadłam. – usiadłam nadal zaszokowana. 
- Dobra to ja lecę się myc i spać. Dobrej nocy. – pocałowała mnie w policzek, wybiegła zamykając drzwi. Wyjęłam z kieszeni telefon, wstukałam numer oraz wiadomość. 
Cześć dziękuję za kwiaty są śliczne. Jednak nie rozumiem dlaczego się nie podpisałeś swoim imieniem. 
            Nie otrzymałam odpowiedzi w ciągu pięciu minut co uznałam za oznakę możliwości pójścia spać. Przebrałam się i położyłam na łóżku, nie wiedząc kiedy zasnęłam. 
~***~
                Wychodząc z łazienki z ręcznikiem na głowie zajrzałem z ciekawości na telefon. Uśmiechnąłem się pod nosem. Dostałem wiadomość i już wiedziałem od kogo. Szybko wpisałem odpowiedź.

                Noriko
Cześć dziękuję za kwiaty są śliczne. Jednak nie rozumiem dlaczego się nie podpisałeś swoim imieniem.
Ja
Heh no wiesz lubię zaskakiwać bardzo się cieszę, że się podobają. 
Lubię także gry, może zagramy?  Codziennie będę  wysyłać jedną zagadkę, ty musisz na nią poprawnie odpowiedzieć. Może w końcu się uda i odgadniesz kim jestem. Powodzenia.
                Usłyszałem dźwięk otwieranego zamka w drzwiach. Wytarłem długie włosy do sucha w chwili gdy do pokoju wszedł ciemnowłosy chłopak z posępną miną. 
- Co Ci? Dziewczyna dała kosza? – zaśmiałem się, nic nie odpowiedział chyba trafiłem w sedno. 
- Żebyś wiedział. Pamiętasz tą ślicznotkę, o której Ci mówiłem? – kiwnąłem – No to okazało się, że jest kumpelą Tashy, a ta mnie zbeształa za zarywanie do niej.   
- HAHA -  spojrzał się na mnie jak na wariata, ja natomiast nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. – przepraszam ale mam rozumieć, że ta panienka to przyjaciółka najgroźniejszej panny wampirzycy?
- Tak, ale zmieńmy temat. Co z twoim planem? 
- Wszystko idzie po mojej myśli. 
                Wszedłem ponownie do łazienki, zostawiając go samego. Byłem bardzo zadowolony z siebie.

~***~

Hehe przyznać się? Kto jest zaskoczony kolejnym rozdziałem Syberii?
Jakoś tak wyszło, że są dwa. Z reszty też jest ale tylko po jednym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz