Gdy po wielu latach spotykamy kogoś, kogo się znało dzieckiem, już pierwsze jego spojrzenie każe nam zgadywać, że musiało go uderzyć jakieś wielkie nieszczęście.
~Giacomo Leopardi
Po dwu tygodniowych „katuszach”
mogłam wrócić do pracy. Odwiozłam Klarę do szkoły choć protestowała twierdząc,
że może tam pójść o własnych nogach. Zgodziła się kiedy powiedziałam, że
wysadzę ją za rogiem. Tak też zrobiłam, odjeżdżając zauważyłam jak podbiega do
czarnowłosego chłopaka. Postanowiłam wypytać ją o niego po powrocie.
Pod
akademią byłam półgodziny wcześniej. Od razu spotkała mnie miła niespodzianka.
Inar czekał na mnie pod wejściem.
- Mam nadzieje, iż zdajesz sobie sprawę z
tego, że nie musiałeś na mnie czekać. No chyba, że czekasz na Emi nie na mnie.
– uśmiechnęłam się zadziornie, natomiast on uniósł w górę teatralnie oczy.
- Oczywiście, że czekam na Ciebie. Moja
ukochana jest już od godziny w gabinecie lekarskim. Mam nadzieje, że wypoczęłaś
przez te dwa tygodnie oraz , gdyż twój humor jest dość dobry. Niestety zostanie
nadpsuty.
- Nie sądzę, żeby cokolwiek mogłoby mi
popsuć powrót do pracy. To jest najbardziej wyczekiwany przez mnie moment. –
wyciągnęłam ręce wysoko w górę niczym małe dziecko. Zaśmiał się, brzmiało to
tak jak w czasach naszego dzieciństwa. Był to śmiech radosny, czysty i
pozbawiony wszelkich trosk.
Wchodząc
na korytarz prowadzący do naszego pokoju, w którym pracowaliśmy uderzyło mnie
dziwne, niemiłe uczucie. Otwierając drzwi do pokoju, zrozumiałam swoje obawy.
Kira
doskoczyła do mnie energicznie wymachując rękami. Starała się odwrócić moją
uwagę od siedzącej na sofie postaci. Nie słyszałam nic, wyłączyłam myślenie.
Czułam jak nogi uginają się pod mną. W ostatniej chwili złapał mnie Inar.
- Lepiej będzie jeśli pójdziesz do
dziewczyn. Jak ochłoniesz możesz wrócić. – szepnął wprost do mojego ucha. Skinął
na ciemnowłosą, przejęła mnie od niego i wyprowadziła przez drzwi.
Obie
poszłyśmy do pomieszczenia pielęgniarek. Akurat dziewczyny gawędziły sobie
wesoło. Jednak gdy obie weszłyśmy do środka wszystkie ucichły, Emiko w trybie
natychmiastowym znalazła się przy moim boku. Zostałam usadzona na krześle,
patrzyłam się tępo w podłogę. Nic nie słyszałam ani ich pytania, na które nie
byłam w stanie odpowiedzieć, ani to co ze mną robiły.
Wiedziałam
już dlaczego Amra nie chciała powiedzieć nam z kim mamy zawiązać współpracę. Obawiała
się mojej reakcji. W ich towarzystwie spędziłam półtorej godziny. Do póki nie
dostałam pilnego wezwania do gabinetu.
Od
razu ruszyłam do niej. Będąc przed drzwiami, zapukałam słysząc pozwolenie pewnym
krokiem przekroczyłam próg.
- Proszę usiądź. – zrobiłam tak jak
prosiła. Zaczekałam, aż skończy rozmawiać przez telefon. - Więc z tego co wiem zdążyłaś zorientować się
kogo Tanagura wysłała na swoich reprezentantów. – nie mogłam się zorientować
jakie są jej emocje, potrafiła je bardzo dobrze ukrywać, była tego mistrzynią.
- Niestety tak i muszę przyznać, że nie
jestem z tego zbytnio zadowolona. – starałam nie dać po sobie okazać jak bardzo
jestem zaskoczona całą sytuacją.
- Tak wiem, że za pewne nie odpowiada Ci
zaistniała sytuacja. Jednak nic teraz na to nie dam rady poradzić. – wstała,
odwracając się do mnie tyłem. – Mój przyjaciel z Tanagury powiedział mi, że
wasza dwójka była dawno temu ze sobą bardzo blisko. – nie odpowiedziałam, nie
miałam pojęcia jak zareagować. Byłam zarówno zaskoczona jak i zła. – W każdym bądź
razie nie mam zamiaru wtrącać się w twoje życie zrobisz co uważasz za słuszne.
A teraz możesz iść.
Wstałam,
ukłoniłam się i już miałam wyjść kiedy…
- Noriko proszę Cię o tylko jedną rzecz,
nie zmarnuj okazji jaką podsuwa Ci życie. – wyszłam, zostawiając ją samą.
Szłam
przez korytarz prowadzący do naszego biura. Po drodze mijałam co rusz jakąś
parę, albo matki z dziećmi. Będąc przed drzwiami zawahałam się. Nie byłam do
końca pewna czy chcę tam wejść. Jednak za nim zrobiłam cokolwiek ze środka z
szybkością błyskawicy wypadła Emiko. Nie zatrzymała się nawet, żeby zamienić ze
mną parę słów. Zaraz po niej wybiegł Inar. Weszłam do środka niepewnym krokiem.
Na
brzegu kanapy siedziała młoda błondwłosa kobieta, ubrana w czarny obcisły
kombinezon, obok niej siedział Jason. Natomiast na przeciwko pod ścianą stałą
Kira z niezbyt wesołą miną.
„Więc to musi być
Kirani” – nikt inny nie potrafił wywołać u niej takiego zachowania. To była
jedyna osoba, którą kiedykolwiek chciała zabić. Dziewczyny podobno pracowały
razem w Tangurze jednak ta pierwsza zrezygnowała z tego gdy blondynka nawiązała
romans z Blondie.
Odchrząknęłam
aby choć trochę zwrócić na siebie uwagę. Pierwsze spojrzenie napotkane przez
mój wzrok, było należącym do niego.
- Widzę, że panuje tutaj napięta
sytuacja. Nawet tak nie jest gdy Kira próbuje zamordować Guya. – starałam się rozładować napięcie. – A tak wogule to
mogłabym wiedzieć dlaczego Emi wyleciała stąd w takim pośpiechu?
- Z tego co mi wiadomo tej małej nie
spodobał się sposób w jaki rozmawiałam z jej facetem. – kobieta założyła
uwodzicielsko nogę na nogę. W tamtej chwili miałam ogromną ochotę ją poddusić. –
A z resztą będzie musiała się do tego przyzwyczaić skoro mamy razem pracować. –
odrzuciła do tyłu długie włosy, ukazując tym samym przez chwilę tatuaż
przedstawiający węża oplatającego różę.
- Ładny tatuaż. – odrzekłam z przekąsem.
- Dziękuję. – wstała i podeszła do mnie z
wyciągniętą dłonią. – Jestem Kirani miło mi Cię poznać. Mam nadzieję, że będzie
nam się dobrze pracowało.
- Noriko, mi również miło. – uścisnęłam
dłoń. – Kira jeśli chcesz możesz pójść na przerwę dam sobie radę ze wszystkim.
– odwróciłam się do przyjaciółki posyłając porozumiewawcze spojrzenie.
- Tak, tak to bardzooo dobry pomysł.
Napiję się kawusi na rozluźnienie i zjem obiadek. – skierowała się do drzwi.
Zanim wyszła rzuciła jeszcze przez ramię. – A tobie coś przynieść? Nie pytam
Ciebie ty wredna farbowana suko.
Za
nim nowa zdołała coś powiedzieć, ona szybko zgasiła jej zapał.
- Jeśli coś chcesz to rusz dupe i chodź.
– wyszła z pokoju. Blondi za nim zrobiła cokolwiek, nachyliła się do Jasona
szepcząc. W odpowiedzi pokręcił głową. Ona jedynie wzruszyła ramionami i
ruszyła za ciemnowłosą.
Zostaliśmy
sami, stało się coś czego najbardziej się obawiałam. Podeszłam raźnym krokiem w
stronę swojego biurka, nie poruszył się nawet na milimetr. Przegrzebałam torbę
w poszukiwaniu telefonu, którego o zgrozo nie było. Już miałam iść zapytać o
niego Inara, gdy podnosząc głowę napotkałam twarz mojego byłego. Nasze usta
dzieliło niebezpiecznie mała odległość.
Odsunęłam się,
wolałam uniknąć niepotrzebnych wrażeń.
- Chyba będę musiała zostawić Cię na
chwilę. Zgubiłam komórkę, a jest mi ona niezbędna.
- Chodzi o tą? - trzymał ją za krótką
smycz. Wyrwałam ją, byłam wściekła i to strasznie.
- Tak, ta nie wiem skąd ją wziąłeś.
Jednak na przyszłość trzymaj się zdala od moich rzeczy. – wrzuciłam szybko
komórkę do torby, siadając z impetem na krześle.
- Nic się nie zmieniłaś, jesteś taką samą
dziewczyną jaką znałem na Syberii. – uśmiechnął się tym swoim znakiem rozpoznawczym,
którym zwykł mnie rozbrajać w dzieciństwie.
- Serio? Bajerujesz tak każdego, czy
tylko kobiety? – odgryzłam się, miałam nadzieje na jakąś kąśliwą uwagę z jego
strony.
- Cała ty jak zawsze buntownicza i z
niewyparzonym językiem. Ale to lubię w tobie najbardziej. – oparł ręce na
blacie, miał mnie jak na widelcu.
- Nie sądzę, żebyśmy zaczęli znowu
rozmawiać jak przed waszym wyjazdem, ale jeśli chcesz to możemy się ograniczyć
do czysto koleżeńskich stosunków. – zgasiłam jego słomiany zapał. Nie chciałam,
aby pozwalał sobie na zbyt dużo.
- A ty znowu zaczynasz ten temat. –
odwróciła się na pięcie i przeszedł kawałek. – Czego ty tak bardzo chciałaś
zniszczyć wszystko co było między nami??
- Ja?! – trafił w czuły punkt. Podniosłam
się gwałtownie i ruszyłam w jego kierunku z zamiarem wymierzenia mu solidnego
policzka.
Jednak
nim to zrobiłam chwycił mnie za nadgarstek zdumiewająco delikatnie, a zarazem
solidnie. Zmuszając tym samym do spojrzenia w oczy. Zatopiłam się w nich. Były
tak zdumiewająco piękne, w dawnych czasach uwielbialiśmy wpatrywać się nawzajem
w swoje tęczówki. Nachylił się z zamiarem pocałowania mnie, nie protestowałam.
Zrobił to, zatopiliśmy się w swoich ustach. Wślizgnął się swoją dłonią w moje
kruczoczarne włosy. Splotłam swoje dłonie na jego karku. Trwaliśmy tak przez
dobre pięć minut, całował mnie bez opamiętani. Ja również nie próżnowałam,
przestaliśmy dopiero gdy zabrakło nam powietrza. Dopiero wtedy zrozumiałam co
przed chwilą się wydarzyło. Odepchnęłam go od siebie zasłaniając usta dłonią.
Starał się mnie przytulić, uciekłam z jego objęć. Chwyciłam torbę wybiegając z
biura. Po drodze minęłam Inara oraz Emiko, nie zatrzymałam się.
Wybiegłam na
zewnątrz znalazłam kluczyki od motoru. Odpaliłam i wyjechałam z parkingu.
Chciałam się znaleźć jak najdalej akademii.
W domu znalazłam
się zaledwie w dwadzieścia minut. Wbiegłam do środka od razu kierując się do
swojego pokoju. Zamknęłam się na klucz i rzuciłam na łóżko szlochając.
-Nii co ja najlepszego zrobiłam? – szloch
przerodził się w płacz. Łzy leciały mi potokiem wsiąkając w jaśminową poduszkę.
Nie miałam
pojęcia co robić, płakałam nie zwracając uwagi na nic, robiłam to tak jak
tamtego popołudnia.
~***~
Minął miesiąc od porodu, jako świeżo
upieczona młoda matka potrzebowałam dużo wypoczynku. Szczególnie kiedy mała
miała gorsze dni i płakała bez przerwy. Na szczęście w tej kwestii mogłam
liczyć na dziewczyny.
Mieszkałam z małą u Arszme. Nie
miałam odwagi pokazać się w domu despotycznej ciotki. Wiedziałam, że to
skończyłoby się źle zarówno dla mnie jak i mojej córeczki.
Jednak jakiś czas temu dowiedziała
się o naszym małym sekrecie. O dziwo nie prawiła mi kazań, wręcz przeciwnie
zaoferowała swoją pomoc przy dziecku.
Zostawiłam z nią małą tylko na dwie
godziny…ta decyzja była jedną z najgorszych w moim życiu. Po powrocie do domu
nie słyszałam, żeby mała się odzywała. Ciocia powiedziała, że niedawno zasnęła.
Jednak mi coś nie pasowało..
Ruszyłam w stronę pokoju
dziecięcego. Wchodząc do środka uderzyła mnie nienaturalna cisza. Mała od paru
dni miała katar, więc otwierając drzwi można było usłyszeć jak pociąga noskiem.
Zajrzałam do łóżeczka, wszystko było
w porządku po za jednym szczegółem. Małej nie ruszała się klatka piersiowa…Wzięłam
ją przerażona na ręce. Nie oddychała.
- Arszme!!!
Anako!!!! – potrząsałam nią. Nic, dziewczyny wbiegły do pokoju. Zaczęłam
płakać, szatynka sprawdziła tętno.
- Nori… - zaczęła
smutno. - ona, tak bardzo mi przykro. – miała w oczach łzy.
Kręciłam przecząco głową, to nie
mogła być prawda. Tuliłam malutkie ciało do piersi. W końcu powolnym krokiem do
środka weszła osoba, którą znienawidziłam na cale życie.
- Coś ty jej
zrobiła! – krzyczałam. – Co my wszystkie Ci zawiniłyśmy?!!
- Nie chciałam,
żebyś zmarnowała życie tak jak twoja
nieodpowiedzialna matka. – odpowiedziała
spokojnie.
- Coo!!?? To
wystarczający powód, żeby pozbawić życia Aniki?!!
- Tak, to był
wystarczający powód.
- Wyjdź! Wynoś
się z tego domu i naszego życia!! Nie chcę Cię znać! Nie nawiedzę Cię!!!
Płakałam, przez trzy godziny. Nawet
kiedy przestałam nie pozwoliłam im
zabrać ciała małej. Pochowałyśmy ją na cmentarzu obok grobu mamy.
~***~
Obudziłam
się w środku nocy. Cyfrowy zegar wskazywał godzinę 3:40. Bolała mnie głowa.
Zrzuciłam z siebie ciuchy, zamieniłam je na krótkie spodenki w kartkę i mocno rozciągniętą
bluzkę. Położyłam się i zasnęłam, starając nie myśleć o minionym dniu.
~***~
Tak więc oddałam w wasze łapki nowy rozdział mam nadziej, że się podobał :) Gdyby ktoś wyłapał błędy to dajcie znać.
Pozdrawiam każdego wytrwałego czytelnika ;) Do usłyszenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz