sobota, 15 lipca 2017

Rozdział 3  Dzień pełen wrażeń                                            

Gdy po wielu latach spotykamy kogoś, kogo się znało dzieckiem, już pierwsze jego spojrzenie każe nam zgadywać, że musiało go uderzyć jakieś wielkie nieszczęście.

                                                                                                     ~Giacomo Leopardi
            Po dwu tygodniowych „katuszach” mogłam wrócić do pracy. Odwiozłam Klarę do szkoły choć protestowała twierdząc, że może tam pójść o własnych nogach. Zgodziła się kiedy powiedziałam, że wysadzę ją za rogiem. Tak też zrobiłam, odjeżdżając zauważyłam jak podbiega do czarnowłosego  chłopaka.  Postanowiłam wypytać ją o niego po powrocie.

            Pod akademią byłam półgodziny wcześniej. Od razu spotkała mnie miła niespodzianka. Inar czekał na mnie pod wejściem.
- Mam nadzieje, iż zdajesz sobie sprawę z tego, że nie musiałeś na mnie czekać. No chyba, że czekasz na Emi nie na mnie. – uśmiechnęłam się zadziornie, natomiast on uniósł w górę teatralnie  oczy.
- Oczywiście, że czekam na Ciebie. Moja ukochana jest już od godziny w gabinecie lekarskim. Mam nadzieje, że wypoczęłaś przez te dwa tygodnie oraz , gdyż twój humor jest dość dobry. Niestety zostanie nadpsuty.
- Nie sądzę, żeby cokolwiek mogłoby mi popsuć powrót do pracy. To jest najbardziej wyczekiwany przez mnie moment. – wyciągnęłam ręce wysoko w górę niczym małe dziecko. Zaśmiał się, brzmiało to tak jak w czasach naszego dzieciństwa. Był to śmiech radosny, czysty i pozbawiony wszelkich trosk.
            Wchodząc na korytarz prowadzący do naszego pokoju, w którym pracowaliśmy uderzyło mnie dziwne, niemiłe uczucie. Otwierając drzwi do pokoju, zrozumiałam swoje obawy.
            Kira doskoczyła do mnie energicznie wymachując rękami. Starała się odwrócić moją uwagę od siedzącej na sofie postaci. Nie słyszałam nic, wyłączyłam myślenie. Czułam jak nogi uginają się pod mną. W ostatniej chwili złapał mnie Inar.
- Lepiej będzie jeśli pójdziesz do dziewczyn. Jak ochłoniesz możesz wrócić. – szepnął wprost do mojego ucha. Skinął na ciemnowłosą, przejęła mnie od niego i wyprowadziła przez drzwi.
            Obie poszłyśmy do pomieszczenia pielęgniarek. Akurat dziewczyny gawędziły sobie wesoło. Jednak gdy obie weszłyśmy do środka wszystkie ucichły, Emiko w trybie natychmiastowym znalazła się przy moim boku. Zostałam usadzona na krześle, patrzyłam się tępo w podłogę. Nic nie słyszałam ani ich pytania, na które nie byłam w stanie odpowiedzieć, ani to co ze mną robiły.
            Wiedziałam już dlaczego Amra nie chciała powiedzieć nam z kim mamy zawiązać współpracę. Obawiała się mojej reakcji. W ich towarzystwie spędziłam półtorej godziny. Do póki nie dostałam pilnego wezwania do gabinetu.
            Od razu ruszyłam do niej. Będąc przed drzwiami, zapukałam słysząc pozwolenie pewnym krokiem przekroczyłam próg.  
- Proszę usiądź. – zrobiłam tak jak prosiła. Zaczekałam, aż skończy rozmawiać przez telefon.  - Więc z tego co wiem zdążyłaś zorientować się kogo Tanagura wysłała na swoich reprezentantów. – nie mogłam się zorientować jakie są jej emocje, potrafiła je bardzo dobrze ukrywać, była tego mistrzynią.
- Niestety tak i muszę przyznać, że nie jestem z tego zbytnio zadowolona. – starałam nie dać po sobie okazać jak bardzo jestem zaskoczona całą sytuacją.
- Tak wiem, że za pewne nie odpowiada Ci zaistniała sytuacja. Jednak nic teraz na to nie dam rady poradzić. – wstała, odwracając się do mnie tyłem. – Mój przyjaciel z Tanagury powiedział mi, że wasza dwójka była dawno temu ze sobą bardzo blisko. – nie odpowiedziałam, nie miałam pojęcia jak zareagować. Byłam  zarówno zaskoczona jak i zła. – W każdym bądź razie nie mam zamiaru wtrącać się w twoje życie zrobisz co uważasz za słuszne. A teraz możesz iść.
            Wstałam, ukłoniłam się i już miałam wyjść kiedy…
- Noriko proszę Cię o tylko jedną rzecz, nie zmarnuj okazji jaką podsuwa Ci życie. – wyszłam, zostawiając ją samą.
            Szłam przez korytarz prowadzący do naszego biura. Po drodze mijałam co rusz jakąś parę, albo matki z dziećmi. Będąc przed drzwiami zawahałam się. Nie byłam do końca pewna czy chcę tam wejść. Jednak za nim zrobiłam cokolwiek ze środka z szybkością błyskawicy wypadła Emiko. Nie zatrzymała się nawet, żeby zamienić ze mną parę słów. Zaraz po niej wybiegł Inar. Weszłam do środka niepewnym krokiem.
            Na brzegu kanapy siedziała młoda błondwłosa kobieta, ubrana w czarny obcisły kombinezon, obok niej siedział Jason. Natomiast na przeciwko pod ścianą stałą Kira z niezbyt wesołą miną.
„Więc to musi być Kirani” – nikt inny nie potrafił wywołać u niej takiego zachowania. To była jedyna osoba, którą kiedykolwiek chciała zabić. Dziewczyny podobno pracowały razem w Tangurze jednak ta pierwsza zrezygnowała z tego gdy blondynka nawiązała romans z Blondie.
            Odchrząknęłam aby choć trochę zwrócić na siebie uwagę. Pierwsze spojrzenie napotkane przez mój wzrok, było należącym do niego.
- Widzę, że panuje tutaj napięta sytuacja. Nawet tak nie jest gdy Kira próbuje zamordować Guya. – starałam się  rozładować napięcie. – A tak wogule to mogłabym wiedzieć dlaczego Emi wyleciała stąd w takim pośpiechu?
- Z tego co mi wiadomo tej małej nie spodobał się sposób w jaki rozmawiałam z jej facetem. – kobieta założyła uwodzicielsko nogę na nogę. W tamtej chwili miałam ogromną ochotę ją poddusić. – A z resztą będzie musiała się do tego przyzwyczaić skoro mamy razem pracować. – odrzuciła do tyłu długie włosy, ukazując tym samym przez chwilę tatuaż przedstawiający węża oplatającego różę.  
- Ładny tatuaż. – odrzekłam z przekąsem.
- Dziękuję. – wstała i podeszła do mnie z wyciągniętą dłonią. – Jestem Kirani miło mi Cię poznać. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało.
- Noriko, mi również miło. – uścisnęłam dłoń. – Kira jeśli chcesz możesz pójść na przerwę dam sobie radę ze wszystkim. – odwróciłam się do przyjaciółki posyłając porozumiewawcze spojrzenie.
- Tak, tak to bardzooo dobry pomysł. Napiję się kawusi na rozluźnienie i zjem obiadek. – skierowała się do drzwi. Zanim wyszła rzuciła jeszcze przez ramię. – A tobie coś przynieść? Nie pytam Ciebie ty wredna farbowana suko.
            Za nim nowa zdołała coś powiedzieć, ona szybko zgasiła jej zapał.
- Jeśli coś chcesz to rusz dupe i chodź. – wyszła z pokoju. Blondi za nim zrobiła cokolwiek, nachyliła się do Jasona szepcząc. W odpowiedzi pokręcił głową. Ona jedynie wzruszyła ramionami i ruszyła za ciemnowłosą.
            Zostaliśmy sami, stało się coś czego najbardziej się obawiałam. Podeszłam raźnym krokiem w stronę swojego biurka, nie poruszył się nawet na milimetr. Przegrzebałam torbę w poszukiwaniu telefonu, którego o zgrozo nie było. Już miałam iść zapytać o niego Inara, gdy podnosząc głowę napotkałam twarz mojego byłego. Nasze usta dzieliło niebezpiecznie mała odległość.
Odsunęłam się, wolałam uniknąć niepotrzebnych wrażeń.
- Chyba będę musiała zostawić Cię na chwilę. Zgubiłam komórkę, a jest mi ona niezbędna.
- Chodzi o tą? - trzymał ją za krótką smycz. Wyrwałam ją, byłam wściekła i to strasznie.
- Tak, ta nie wiem skąd ją wziąłeś. Jednak na przyszłość trzymaj się zdala od moich rzeczy. – wrzuciłam szybko komórkę do torby, siadając z impetem na krześle.
- Nic się nie zmieniłaś, jesteś taką samą dziewczyną jaką znałem na Syberii. – uśmiechnął się tym swoim znakiem rozpoznawczym, którym zwykł mnie rozbrajać w dzieciństwie.
- Serio? Bajerujesz tak każdego, czy tylko kobiety? – odgryzłam się, miałam nadzieje na jakąś kąśliwą uwagę z jego strony.
- Cała ty jak zawsze buntownicza i z niewyparzonym językiem. Ale to lubię w tobie najbardziej. – oparł ręce na blacie, miał mnie jak na widelcu.
- Nie sądzę, żebyśmy zaczęli znowu rozmawiać jak przed waszym wyjazdem, ale jeśli chcesz to możemy się ograniczyć do czysto koleżeńskich stosunków. – zgasiłam jego słomiany zapał. Nie chciałam, aby pozwalał sobie na zbyt dużo.
- A ty znowu zaczynasz ten temat. – odwróciła się na pięcie i przeszedł kawałek. – Czego ty tak bardzo chciałaś zniszczyć wszystko co było między nami??
- Ja?! – trafił w czuły punkt. Podniosłam się gwałtownie i ruszyłam w jego kierunku z zamiarem wymierzenia mu solidnego policzka.
            Jednak nim to zrobiłam chwycił mnie za nadgarstek zdumiewająco delikatnie, a zarazem solidnie. Zmuszając tym samym do spojrzenia w oczy. Zatopiłam się w nich. Były tak zdumiewająco piękne, w dawnych czasach uwielbialiśmy wpatrywać się nawzajem w swoje tęczówki. Nachylił się z zamiarem pocałowania mnie, nie protestowałam. Zrobił to, zatopiliśmy się w swoich ustach. Wślizgnął się swoją dłonią w moje kruczoczarne włosy. Splotłam swoje dłonie na jego karku. Trwaliśmy tak przez dobre pięć minut, całował mnie bez opamiętani. Ja również nie próżnowałam, przestaliśmy dopiero gdy zabrakło nam powietrza. Dopiero wtedy zrozumiałam co przed chwilą się wydarzyło. Odepchnęłam go od siebie zasłaniając usta dłonią. Starał się mnie przytulić, uciekłam z jego objęć. Chwyciłam torbę wybiegając z biura. Po drodze minęłam Inara oraz Emiko, nie zatrzymałam się.
Wybiegłam na zewnątrz znalazłam kluczyki od motoru. Odpaliłam i wyjechałam z parkingu. Chciałam się znaleźć jak najdalej akademii.
W domu znalazłam się zaledwie w dwadzieścia minut. Wbiegłam do środka od razu kierując się do swojego pokoju. Zamknęłam się na klucz i rzuciłam na łóżko szlochając.
-Nii co ja najlepszego zrobiłam? – szloch przerodził się w płacz. Łzy leciały mi potokiem wsiąkając w jaśminową poduszkę.
Nie miałam pojęcia co robić, płakałam nie zwracając uwagi na nic, robiłam to tak jak tamtego popołudnia.
~***~
            Minął miesiąc od porodu, jako świeżo upieczona młoda matka potrzebowałam dużo wypoczynku. Szczególnie kiedy mała miała gorsze dni i płakała bez przerwy. Na szczęście w tej kwestii mogłam liczyć na dziewczyny.
            Mieszkałam z małą u Arszme. Nie miałam odwagi pokazać się w domu despotycznej ciotki. Wiedziałam, że to skończyłoby się źle zarówno dla mnie jak i mojej córeczki.
            Jednak jakiś czas temu dowiedziała się o naszym małym sekrecie. O dziwo nie prawiła mi kazań, wręcz przeciwnie zaoferowała swoją pomoc przy dziecku.
            Zostawiłam z nią małą tylko na dwie godziny…ta decyzja była jedną z najgorszych w moim życiu. Po powrocie do domu nie słyszałam, żeby mała się odzywała. Ciocia powiedziała, że niedawno zasnęła. Jednak mi coś nie pasowało..
            Ruszyłam w stronę pokoju dziecięcego. Wchodząc do środka uderzyła mnie nienaturalna cisza. Mała od paru dni miała katar, więc otwierając drzwi można było  usłyszeć jak pociąga noskiem.
            Zajrzałam do łóżeczka, wszystko było w porządku po za jednym szczegółem. Małej nie ruszała się klatka piersiowa…Wzięłam ją przerażona na ręce. Nie oddychała.
- Arszme!!! Anako!!!! – potrząsałam nią. Nic, dziewczyny wbiegły do pokoju. Zaczęłam płakać, szatynka sprawdziła tętno.
- Nori… - zaczęła smutno. - ona, tak bardzo mi przykro. – miała w oczach łzy.
            Kręciłam przecząco głową, to nie mogła być prawda. Tuliłam malutkie ciało do piersi. W końcu powolnym krokiem do środka weszła osoba, którą znienawidziłam na cale życie.
- Coś ty jej zrobiła! – krzyczałam. – Co my wszystkie Ci zawiniłyśmy?!!
- Nie chciałam, żebyś  zmarnowała życie tak jak twoja nieodpowiedzialna matka.  – odpowiedziała spokojnie.
- Coo!!?? To wystarczający powód, żeby pozbawić życia Aniki?!!
- Tak, to był wystarczający powód.
- Wyjdź! Wynoś się z tego domu i naszego życia!! Nie chcę Cię znać! Nie nawiedzę Cię!!!
            Płakałam, przez trzy godziny. Nawet kiedy przestałam nie pozwoliłam  im zabrać ciała małej. Pochowałyśmy ją na cmentarzu obok grobu mamy.
~***~
            Obudziłam się w środku nocy. Cyfrowy zegar wskazywał godzinę 3:40. Bolała mnie głowa. Zrzuciłam z siebie ciuchy, zamieniłam je na krótkie spodenki w kartkę i mocno rozciągniętą bluzkę. Położyłam się i zasnęłam, starając nie myśleć o minionym dniu.



 ~***~

Tak więc oddałam w wasze łapki nowy rozdział mam nadziej, że się podobał :) Gdyby ktoś wyłapał błędy to dajcie znać. 
Pozdrawiam każdego wytrwałego czytelnika ;) Do usłyszenia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz