wtorek, 27 czerwca 2017

Rozdział 2: Wszystko się wali

Hej, hej witam was po niezbyt długiej przerwie. Oddaje w wasze łapki kolejny rozdzialik Syberii. Nie zabraknie w nim wspomnień i nowych zagadek, które zostaną wytłumaczone w najbliższym czasie. A teraz zapraszam gorąco do czytania.
~****~
"Jeśli ktoś kocha nas aż tak bardzo, to nawet jak odejdzie na zawsze, jego miłość będzie nas zawsze chronić." 
Joanne Kathleen Rowling – Harry Potter i Kamień Filozoficzny

            Odgłosy kroplówki i aparatury drażnił uszy, ale także dawał znać, że żyje. Po raz pierwszy od trzech miesięcy wylądowała w szpitalu. Choroba nie dawała o sobie znać do póki nie stresowała się, dzisiaj jednak wystawiła siebie i swoje zdrowie na próbę. Wiadomo nie chciała tego starała się unikać stresujących sytuacji. Jednak pojawienie się Blondie było zaskakujące dla wszystkich.
- Zmienić Cię? – nie poruszyłam się. Położył mi rękę na ramieniu. – Klara musisz odpocząć siedzisz tu od wczorajszego wieczora.
            Nie odwróciłam się, nie starałam się nawet zrozumieć sensu jego słów. Chciałam jedynie po prostu być przy niej gdy się obudzi tak jak zawsze do tej pory bywało. Wczoraj kiedy dostałam telefon od Emiko ze szpitala od razu starałam się dotrzeć tam jak najszybciej się da. Po dotarciu na miejsce od razu zaczęłam wypytywać co się stało i jak się czuje. Wszystko było w porządku do czasu gdy dobiegł mnie krzyki Inara, a zaraz potem zobaczyłam sprawcę całego zajścia.
            Na szczęście od wybuchu uratował mnie mnie głos Inris, która pozwoliła mi wejść na salę.
- Nie trzeba jestem w pełni wypoczęta, Nic mi nie będzie. – ścisnęłam rękę Nori. Chciałabym, żeby  już się obudziła.
- Nie kłam widać, że jesteś zmęczona całą sytuacją tak samo jak ja. – odwróciłam się w jego stronę, Wyglądał na równie zmęczonego całością co ja.
- Dobrze odpocznę. – wstałam  i skierowałam się w stronę wyjścia zanim wyszłam odwróciłam się jeszcze raz. – Daj znać kiedy się obudzi.
~***~
            Odgłosy tej całej aparatury za każdym razem przyprawiają mnie o bóle głowy. Może dlatego, że w połowie śpię wydawało mi się, że Klara płacze. Powoli i leniwie otworzyłam oczy. Zamrugałam parę razy, przyzwyczajając się do światła.
- Długo spałaś księżniczko. – mój dobry nastrój prysł jak mydlana bańka.
- Nie mów tak do mnie przecie wiesz, że tego  nie lubię.  – wychrypiałam, zbyt słaba aby się podnieść, mogłam tylko patrzeć jak się uśmiecha.
- Wiem, wiem ale nie mogłem się powstrzymać. – posłał mi pełen szczerości uśmiech. Wiedziałam, że na nim mogę liczyć zawsze. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach.
- Ja długo spałam? – Potarłam dłonią czoła ze smutkiem zauważając, że widnieją na niej ślady  nieumiejętnych ukłuć igłą. Z pewnością Emiko starała się pomóc do póki nie przyjedzie karetka.
- Około 24 godzin. Niedługo jak na Ciebie, zwykle po czymś takim śpisz co najmniej półtorej dnia jak nie dłużej. – odwróciłam głowę w stronę okna. Pogoda była idealna na wypad do parku z przyjaciółmi czego zapewne nie omieszkała przepuścić Klara. – Uprzedzę twoje pytanie. Nie jest z resztą, nie dalej jak godzinę temu pogoniłem ją do domu, aby się choć trochę przespała. Siedziała przy tobie odkąd pozwolono wchodzić na salę.
            Ulżyło mi myślałam, że młoda postąpi jak ostatnio. Siedziała przy mnie nie zwracając uwagi na nic po za moim przebudzeniem, któro nastąpiło dopiero po trzech dniach. Przez ten czas nic nie jadła, nic nie piła ani nawet na chwile nie zmrużyła oka. Gdy się przebudziłam ujrzałam przed sobą bladą, i zmizerniałą dziewuchę, która nie słuchał nikogo.
- Wiesz dlaczego się o nią martwię. – kiwnął głową, nadal się uśmiechając. – Inris mówiła coś na temat mojego pobytu czy czegoś w tym stylu?
            Wyglądał na zmieszanego. Unikał mojego wzroku jakby się czegoś bał.  To mogło oznaczać tylko jedno „On” tu był.
- Riki teraz powiedź mi tylko szczerze czy był tutaj, któryś z Blondich? – świdrowałam go wzrokiem tak mocno jak się tylko dało. Wiedziałam, że nie może zbyt długo nic przed mną ukrywać. Z resztą jak każdy.
- Był i to nie sam. Zarówno Inar  jak i Emi oraz ja wdaliśmy się w niemiłą wymianę zdań, której świadkiem była Maja. – wyprostował się. Widać było, że sprawiało mu to wiele bólu miał nadzieję na spokojne życie wraz z ukochaną żoną i córką. Na coś co nie będzie kazało mu powracać do przeszłości, a pozwoli odważnie budować coś mocnego. Coś co obiecał zarówno sobie jak i Mei.
            Podniosłam się na tyle ile pozwalał mój stan. Ujęłam jego dłoń w swoje tym samym zmuszając go do spojrzenia na siebie.
- Pamiętaj jego pojawienie nie przekreśla nic w twoim życiu. – uśmiechnęłam się. – Maja i tak w końcu poznałaby prawdę. Nawet nie wiem jakbyście się starali ona i tak by w końcu się dowiedziała o jego istnieniu. To nadeszłoby w najmniej oczekiwanym momencie. Lepiej, że dowiedziała się teraz od was niż później od obcych ludzi.
            Pocałował mnie w policzek, zarumieniłam się. Od dawna nie otrzymałam od kogoś tak miłego gestu.
- A to za co było? – zapytałam na maxa  speszona. Nie mogłam się zmusić, żeby na niego spojrzeć.
- Żeby podziękować za słowa otuchy przyjaciółko. – podniosłam głowę spoglądając na niego. W tamtej chwili tak bardzo przypominał Rockiego. – No ale my tu gadu, gadu a ja muszę się zmywać. – poczochrał mnie po głowie wstając i wychodząc za drzwi. Gdy wyszedł opadłam na poduszki. Zasłaniając oczy ręką, zamknęłam oczy. Odpływając do krainy snów.
 ~***~
- Cholera jasna. To już piąty zakład pracy , w którym byłam i mnie wyrzucili. – od godziny tułałam się po mieście szukając pracy. Zrezygnowana ze skromnymi zakupami wracałam do wynajętej kawalerki.
            Mijając kolejną uliczkę zauważyłam jak grupka mężczyzn bije ciemnowłosego chłopaka. Niewiele myśląc ruszyłam mu na pomoc.
- Ej zostawcie go!!
            Odwrócili się z szyderczymi uśmiechami.
-No, no panowie lalunia myśli, że może nam podskoczyć. – jeden z nich zbliżył się do mnie chwytając jedno z pasm długich, ciemnych włosów w swoje obleśne łapy. Był średniego wzrostu, miał brązowe włosy, nie był ubrany za specjalnie. Bordowa koszula i upaćkane smarem spodnie. Reszta wyglądała podobnie. Natomiast chłopak, który teraz próbował się podnieść miał krótkie czarne włosy, tego samego koloru oczy, ciemną karnację. Na lewym policzku miał ślad po rozcięciu nożem i to dość świeży. Był ubrany w czarne spodnie i ciemną kurtkę.
            Na jego widok złość we mnie wezbrała jeszcze bardziej.
- Może chciałabyś nam potowarzyszyć w ten ciemny ponury  wieczór. My chętnie zajmiemy się taką ładną laleczką. Co nie chłopaki!!! – tamci odkrzyknęli. A ja nic nie powiedziałam. Czekałam aż udzielą mi głosu.
- Niestety ale będę musiała wam odmówić. Ale jeśli przeprosicie jego jak i mnie za nazwanie lalunią. Nic wam się nie stanie. -  zaśmiali się, stałam czekając na ich ruch . Jeden z nich podszedł próbując złapać mnie  w tali. Wyprowadziłam w kierunku jego nosa potężny cios. Zatoczył się do tyłu na co reszta rzuciła się na mnie. Uderzyłam w brzuch, następny dostał w kroczę, a gdy się za nie złapał, chciał rzucić w moim kierunku jakąś obelgę lecz uniemożliwiłam to uderzając go w twarz przy okazji wybijając kilka zębów.
„Zostało tylko dwóch” – natarł na mnie, a ja bez trudu złapałam go w pasie przerzucając przez ramię w tył, wylądował na plecach. Ostatni wyglądał jakby zaraz miał zrobić w gacie ze strachu.
- Chcesz skończyć tak jak twoi kumple? – wskazałam się na wijących się z bólu mężczyzn -  Czy przeprosisz jego i mnie za lalunie i laleczkę. – żeby podkreślić, że nie żartuję przystawiłam mu nóż do gardła. – Więc jak będzie?
- Przepraszam. – szepnął
- Co!? Mów głośniej żebyśmy usłyszeli.
- Przepraszam!! – pchnęłam go w przód, zatoczył się i upadł. Szybko się podniósł i rzucił biegiem za resztą, która zdążyła uciec.
            Podeszłam do chłopaka, który zaczął się niepewnie podnosić. Wyciągnęłam rękę w jego kierunku. Złapał ją pewnie, a ja poderwałam go do góry.
- Nic Ci nie jest?
- Nie. Dziękuję za uratowanie mojej skóry. – wyciągnął rękę w moją stronę. – Jestem Rocki.
Uścisnęłam ją serdecznie wiedziałam już, że się zaprzyjaźnimy.
-  Noriko miło mi Cię poznać.
~***~
            Powoli przebudzałam się ze snu. Gapiłam się w okno próbując złapać ostrość w widzeniu. Mój dobry nastrój po wyjściu Rikiego prysł nagle jak bańka mydlana po raz drugi tego dnia.
- Nadal wyglądasz pięknie. – momentalnie podniosłam się, zbyt gwałtownie. Zakręciło mi się w głowie. Jednak to nie przeszkodziło mi w racjonalnym myśleniu. W jednej chwili, straciłam panowanie nad sobą.
- Czego ty od mnie chcesz!? – byłam zła, bezbronna tylko dlatego, że nie mogłam wstać ze szpitalnego łóżka i go z stąd po prostu wrzucić. Pod ręką nie miałam nic co mogło posłużyć jako broń.
- Przyszedłem porozmawiać. – zbliżył się powoli. Zacisnęłam usta odwracając głowę ponownie w stronę okna. – Wiem, że nadal żywisz do mnie urazę, ale proszę wysłuchaj mnie.
             Spojrzałam na niego nadal z wrogością w oczach. Usiadł na krześle obok łóżka, zaplatając przy tym palce pod brodą.
- Więc o co chodzi? Lepiej się streszczaj bo za dwadzieścia minut ma przyjść Klara.
- Wiem, że jest Ci ciężko i to bardzo. Moje pojawienie się było bardzo lekkomyślne, jednak musiałem to zrobić. Gdy dowiedziałem się gdzie pracujesz… - potrząsnął głową – Nie wogule istnieje możliwość spotkania Cię. Musiałem to zrobić, musiałem Cię zobaczyć, choćby tylko z daleka.
- I co z tego? – wychrypiałam. – Czy ty nie możesz zrozumieć, że to co kiedyś było między nami już nigdy nie powróci.
- Może ty tak sądzisz, ale gdybyś do mnie nic nie czuła. Nie pomogłabyś ani  mi, ani Rockiemu.
            Szok, skąd on niby może o tym wiedzieć. Inris zapewniała, że nic nie będzie pamiętał, że nawet nie zdradzi kto nalegał na pomoc w leczeniu i rehabilitacji.
- Skąd ty o tym wiesz? – wyjąkałam, aby zaraz oprzytomnieć. – Z resztą to nic nie znaczy prędzej czy później dowiedział byś się o tym. Teraz  jeśli mógłbyś zostawić mnie w spokoju i wyjść stąd oraz nie pokazywać mi się na oczy byłabym za to bardzo wdzięczna. – opadłam na poduszki, zakrywając oczy dłonią. Słyszałam tylko dźwięk zamykanych drzwi.
            Przełknęłam ślinę, z oczu poleciały łzy. Szybko je otarłam, nie chciałam aby ktokolwiek mnie zobaczył w takim stanie. Nie wiedząc kiedy zasnęłam.
            Ze szpitala wyszłam na drugi dzień. Inar wpisał mi dwu tygodniowy urlop. Klara miał dopilnować abym nie zajmowała się niczym innym jak odpoczynkiem. Żadnej pracy, żadnych obowiązków związanych z akademią.
            W sobotę rano zadzwonił do mnie ktoś z nieznanego numeru. Telefon odebrała siostrzenica, jednak gdy poproszono o mnie szybko przejęłam od niej słuchawkę.
- Tak słucham? – po drugiej stronie panowała cisza.
- Noriko czy to ty?- szok, nie mogłam uwierzyć czy to mógł być Rocki? – Za nim odłożysz słuchawkę proszę odpowiedz na jedno pytanie. Możesz się ze mną spotkać za godzinę w klubie „  Czarny Irys”?
- Tak. – wydukałam.
- Świetnie. Będę tam na Ciebie czekał. Do zobaczenia. – za nim zdążyłam zapytać o cokolwiek po drugiej stronie nastała cisza.
           Odłożyłam słuchawkę, nadal nie wiedząc co się przed chwilą stało. Szybko pobiegłam do swojego pokoju. Po drodze mijając Klarę nic jej nie mówiąc. Spakowałam do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Wyszłam z domu pół godzinny po odebraniu telefonu. Na miejscu byłam dwadzieścia minut przed czasem. Wchodząc do środka zobaczyłam, że to nie jest zwyczajny klub. Przy każdym stoliku siedzieli bogaci mężczyźni razem z towarzyszkami. Szukałam wzrokiem stolika przy, którym siedział . Gdy go w końcu odnalazłam ruszyłam raźnie w jego stronę.
            Będąc w zasięgu jego wzroku uśmiechnął się do mnie. Zajęłam miejsce naprzeciwko.
- Witaj miło Cię widzieć.
- Ciebie także. Mogę wiedzieć po co mnie tu ściągnąłeś? - wyglądał na zdenerwowanego. Postanowiłam trochę zejść z tonu.
-  Cieszę się, że zgodziłaś się na spotkanie. Wiele to dla mnie znaczy. – spojrzał na mnie z uśmiechem, który tak bardzo chciałam kiedyś zobaczyć. - Wracając do tematu.  Chciałem z tobą obgadać temat Iasona. Dokładni waszego ostatniego spotkania. Za nim cokolwiek powiesz wysłuchaj najpierw co mam do powiedzenia. Chodzi o to, że on wie o wszystkim… - szok nastąpił momentalnie. Musiałam dać sobie chwile aby informacja do  mnie dotarła, gdy już to zrobiła zaczęłam się trząść tak, żeby tego nie zauważył. – Nie ma zamiaru wyciągać tego z Ciebie na siłę, ale w końcu będziesz musiała wytłumaczyć co się stało…
- Nie. – głowę miałam opuszczoną, a oczy szeroko otwarte. Nie chciałam, aby koszmar minionych lat powrócił. Wyjechałam, żeby uciec od tamtych wydarzeń, tamtego popołudnia gdy znalazłam ją martwą. – Rozumiem, że chcesz pomóc, ale to na marne nie chce mieć z nim nic wspólnego. A teraz jeśli nie masz mi w ogóle innego do powiedzenia pozwól, że wrócę do domu i zapomnę o naszej dzisiejszej rozmowie. W razie potrzeby tu masz mój numer, gdybyś chciał porozmawiać, nie koniecznie o sprawach Tanagury. – położyłam na stoliku kartkę numerem telefonu po czym odeszłam w stronę wyjścia.
            Do domu wróciłam około 8 wieczorem. Nikogo nie było na lodówce przyczepiona magnesem wisiała kartka.
            Wyszłam do Yimiri tak jak się umawiałyśmy wracam jutro rano. Nie siedź zbyt długo i się wyśpij. W lodówce masz kolację wystarczy odgrzać.
Kocham i całuję
Klara
            Zignorowałam wiadomość i od razu skierował się do łazienki z zamiarem wzięcia długiej aromatycznej kąpieli. Po półgodzinnym relaksie postanowiłam się położyć. Wchodząc do pokoju coś mnie tknęło, żeby sprawdzić telefon. Na wyświetlaczu widniało nieodebrane połączenie. Wklepałam numer i zadzwoniłam. Po drugiej stronie odezwał się kobiecy głos.
No w końcu oddzwoniłaś. Już myślałam, że się nie doczekam.
- Ciebie też miło jest usłyszeć Anako – uśmiechnęłam się , choć siostra nie mogła tego zobaczyć.
- Tak, tak wszystko okej. A teraz gadaj co to miało być ostatnio?!
             Zaczęłam zastanawiać się o co może jej chodzić. W końcu zrozumiałam.
- A chodzi Ci pewnie o akcję na próbie. No wiesz stres, praca i ten teges.- próbowałam nie brnąć w temat dalej. 
- Nie kłam. Rozmawiałam z Klarą i powiedziała, że widziałaś się ze starszym Minkiem to prawda?
- Tak, ale od razu go spławiłam i nie rozmawiałam z im za długo.
Za nim usłyszałam odpowiedź po drugiej stronie dało się usłyszeć krzyki za równo j one-chan jak i któregoś członka drużyny.
- Przepraszam Noriko nie mogę dłużej rozmawiać. Tasha chce zamordować Saia i muszę temu zapobiec. Tak więc całuski i trzymaj się. Jak coś to pisz, dzwoń i pozdrów Klarę.
- Dziękuję i nawzajem też tam pozdrów wszystkich.
            Rozłączyła się, a ja rzuciłam telefon na szafkę obok dwuosobowego łóżka sama się na nie kładąc. Nakryłam się kocem zabranym z rodzinnego domu, zamknęłam oczy po chwili zasypiając.

2 komentarze:

  1. Kurde, ja to już wczoraj przeczytałam, ale czasu nie miałam na komentarz trochę. Dostrzegłam trochę błędów, a to kropki nie tu gdzie trzeba i jakieś literówki, ale nie będę się w nie zagłębiać. Troszeczkę nie mam do tego głowy :(

    Historia coraz bardziej mi się podoba. Jest lekka, ciekawa. I są kolejne wspomnienia. Lubię je. Do tego pozostawiają ogromny niedosyt. Ja cię muszę ścigać o kolejny rozdział xD

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh wiem będę go poprawiać. No nie za bardzo kto ma sprawdzać rozdziały przed opublikowaniem więc robię to sama na tyle ile mogę i wyłapie błędy.
      A o rozdział to mnie nie trzeba ścigać XD Będę go dzisiaj zaczynać więc może skończę w tydzień o ile wena pozwoli.
      Pozdrawiam serdecznie 😃
      I za ściganie podziękuję XD

      Usuń